"30 lat hollywoodzkiej muzyki" - relacja z koncertów Jamesa Newtona Howarda w Polsce


Zasłużył na więcej…

Dwudziestego siódmego i dwudziestego ósmego listopada w naszym dziwnym i skłóconym kraju odbyły się dwa fantastyczne koncerty. Ktoś mógłby pomyśleć, że piszemy o kolejnych występach U2, Red Hot Chili Peppers czy idola nastolatek… Justina Bibera. Nic bardziej mylnego.

Przed publicznością zgromadzoną w Tauron Arenie Kraków i na warszawskim Torwarze zaprezentował się jeden z największych współczesnych kompozytorów muzyki filmowej – James Newton Howard (wraz z Czeską Narodową Orkiestrą Symfoniczną). Czy warto było wydać znaczną kwotę na stosunkowo drogie bilety? Zdecydowanie… tak!

W ostatnim czasie nastała wyjątkowa moda na muzykę filmową, dzięki czemu popularni kompozytorzy – pokroju Hansa Zimmera czy właśnie Jamesa Newtona Howarda – wyruszyli w świat z trasami koncertowymi. Warto zauważyć, że ceny biletów na ich występy oscylują w granicy wejściówek np. na Eda Sheerana. Niemniej przeciętny megaloman bez problemu powinien zgromadzić wymaganą kwotę w dłuższej perspektywie czasu. Niestety, tym razem Tauron Arena świeciła pustkami… Organizatorzy jednak świetnie wybrnęli ze słabej sprzedaży biletów oraz potencjalnego rozrzucenia fanów po całym obiekcie przenosząc wszystkich uczestników na płytę.  Ten prosty zabieg sprzyjał kameralności koncertu, wytwarzając jeszcze mocniejszą więź z kompozytorem oraz wzmocnienie odbioru utworów mistrza.

Na uwagę zasługuję również fantastyczny wybór miejsca występu, gdyż Tauron Arena Kraków to jeden z najnowocześniejszych obiektów w naszym kraju, którego akustyka i nagłośnienie wielokrotnie wychwalana była przez odwiedzające go gwiazdy. Podobnie było w przypadku koncertu30 lat hollywoodzkiej muzyki Jamesa Newtona Howarda. Kolejne wykonywane przez orkiestrę kompozycje wyróżniały się charakterystycznym dźwiękiem, przypominającym nam doznania z filharmonii.

Obiekt stanowił jednak wyłącznie uzupełnienie koncertu, gdyż jego najważniejszym elementem była fantastyczna muzyka filmowa. JHS, jak przystało na profesjonalistę, niemal punktualnie przywitał się z publicznością i swoją orkiestrą. Tego wieczora maestro zaprezentował swoje najważniejsze kompozycje, dzięki czemu mogliśmy usłyszeć na żywo fenomenalne, niepokojące i tajemnicze Malcolm is Dead (z Szóstego zmysłu), a także pompatycznego i dynamicznego Beauty Killed The Beast, z którym wiązała się również jedna z anegdot opowiadanych przez Howarda (dotyczyła ona specyfiki współpracy z Peterem Jacksonem). Wśród zaprezentowanych utworów nie mogło zabraknąć również podniosłego i poruszającego The Hanging Tree, zaśpiewanego przez debiutantkę – Agatę Babiarz. W trakcie koncertu usłyszeliśmy również inne suity z filmów, przy których Howard współpracował z M. Nightem Shymalanem. Szczególne wrażenie wywarło na uczestnikach koncertu Harvey Dent Suite (kompozytor wspomniał przy niej o swojej przyjaźni z Hansem Zimmerem i współtworzeniu ścieżki dźwiękowej do Batmanów Nolana) oraz magiczne utwory z Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć. Co ciekawe, tego wieczora warto było przyjść dla samych anegdot opowiadanych przez Howarda, ponieważ przybliżały nam kulisy powstawania filmów, geniusz jego twórców oraz inspiracje towarzyszące procesowi tworzenia muzyki filmowej.

Pozytywnym zaskoczeniem okazały się fragmenty filmów, których dotyczyła muzyka grana przez orkiestrę. Pozwoliło nam to na lepsze zrozumienie wymowy kluczowych scen, co widoczne było zwłaszcza w przypadku decydującej sekwencji z King Konga. Szalenie ciekawie, bo w formie animacji, zaprezentowana została biografia artysty oraz jego relacje z sir Eltonem Johnem.  Trudno nie wspomnieć o najważniejszym, czyli wizualnym aspekcie obrazu, jakim było obserwowanie wspaniałego „żywego organizmu”, a więc dyrygowanej przez Jamesa Newtona Howarda –  Czeskiej Narodowej Orkiestry Symfonicznej.

30 lat hollywoodzkiej muzyki nie należy traktować jak zwykły koncert, lecz jako… muzyczne przeżycie. Czasem warto odmówić sobie kilku drobnych przyjemności, by wziąć udział w tak fantastycznym wydarzeniu. Szkoda tylko, że publika nie dopisała, bo maestro zasłużył na zdecydowanie więcej…

Kilka słów więcej

Koncert Jamesa Newtona Howarda na warszawskim Torwarze był jednocześnie niesamowitym przeżyciem i… rozczarowaniem.

Sama muzyka była zjawiskowa. Repertuar – generalnie ten sam co w Krakowie – robił niesamowite wrażenie w wersji live. Nie mogę nie wspomnieć o fenomenalnie wykonanej przez Czeską Narodową Orkiestrę Symfoniczną ścieżce do Wyatta Earpa – filmu niewiele młodszego ode mnie i chyba całkowicie już zapomnianego – czy równie świetnego motywu z Szóstego zmysłu (tu wykonywanego nieomal wspólnie z tym ze Znaków). Trudno było nie odpłynąć przy tej muzyce w krainę fantazji…

Cudownym zaskoczeniem były utwory, jak później sprawdziłam, z Królewny Śnieżki i Łowcy – filmu, który darzę sympatią, ale jego ścieżka dźwiękowa nie zwróciła mojej specjalnej uwagi podczas seansu; na żywo było zupełnie inaczej i naprawdę robiła wrażenie. Większość koncertu czekałam na ulubiony ostatnio przeze mnie kawałek – The Hanging Tree z pierwszej części Igrzysk Śmierci. Na Torwarze wykonywała go Michalina Olszewska, zwyciężczyni castingu koncertowego, ale praktycznie nieznana publiczności. Moim zdaniem poradziła sobie dobrze – było to wykonanie inne niż Jennifer Lawrence czy popularnej Sylwii Banasik ze Studia Accantus, ale również pełne emocji.

Bardzo przyjemne byłe też komentarze samego Newtona na temat konkretnych utworów i filmów.

Rozczarowania tego koncertu były jednak dwa. Pierwsze to nagłośnienie – mam wrażenie, że Torwar nie poradził sobie z nim tak, jak powinien. Muzyka brzmiała… nie do końca prawidłowo. Było to smutne, szczególnie mając na uwadze świetne przygotowanie wykonawców oraz jak dobre to utwory. Drugie – niepełna sala. Podejrzewam, że to kwestia wysokiej ceny biletów i stosunkowo słabej promocji (nie wpadł mi w mieście w oko żaden banner koncertu!). A szkoda, bo zarówno Newton, jak i Orkiestra  sama muzyka byli fenomenalni!




blog comments powered by Disqus