Polscy twórcy mają jeszcze pole do rozwoju - wywiad z Wojtkiem Wawszczykiem i Rafałem Skarżyckim (twórcami "Kacperiady")

Wywiad został przeprowadzony z: Rafał Skarżycki, Wojciech Wawszczyk
Rozmawiał: Kamil Żółkiewicz
Korekta: Galapagos
27 marca 2018

W 2010 r. wszyscy mówili o animacji Jeż Jerzy, którą współtworzyli. Sześć lat później pojawiła się Kacperiada, która szybko została okrzyknięta najbardziej oryginalnym serialem animowanym ostatnich lat (nagroda na festiwalu CINEKID 2012 w Amsterdamie). Dziś z okazji premiery Kacperiady na DVD twórcy ze Studia Animacji Human Ark – reżyser Wojtek Wawszczyk oraz scenarzysta Rafał Skarżycki opowiadają o pracy nad animacją oraz rynku komiksu w Polsce.

Skąd się bierze miłość do komiksu, na jakich tytułach się wychowaliście?

R.S.: Kiedy byłem dzieckiem, komiks był obecny w moim życiu na tych samych zasadach, co książki – uwielbiałem czytać jedno i drugie. Jeżeli chodzi o najwcześniejsze tytuły, to nie będę oryginalny: Tytus, Romek i A’Tomek, Kajko i Kokosz, Antresolka Profesorka Nerwosolka, Podróż smokiem Diplodokiem. Klasyka polskich mistrzów gatunku.

W.W.: Komiks kocham od zawsze i z wiekiem coraz bardziej. To dziedzina sztuki bliska ideałowi, podobna do filmu, bo też polega na przekazywaniu historii za pomocą sekwencji obrazów, ale jest znacznie bardziej intymna i zdolna uchwycić chwilę lepiej niż film. Dorastałem w latach osiemdziesiątych, kiedy z dostępem do komiksu było krucho, dlatego znałem to, co wszyscy w moim wieku – ostatnie strony Świata Młodych, Baranowski, Christa, Wróblewski, Papcio Chmiel, itp. Ponieważ komiksów było mało, sam zacząłem je rysować. Mój pierwszy komiks narysowałem w wieku pięciu lat, opowiadał o przepychankach z hitlerowcami i dinozaurami. Zafascynowany kreskówką po „Teleranku” stworzyłem własną, niezwykle brutalną wersję Lucky Luke’a, do której użyłem niebieskiego długopisu jako narzędzia głównej narracji i czerwonego pisaka do rysowania krwawej łaźni, której sprawcą był ów sympatyczny kowboj. Dziś w moim domu kilka ścian stanowią kolorowe grzbiety zgromadzonych przez lata komiksów.

Dlaczego Kacperiada? Dlaczego zdecydowaliście się na realizację serialu inspirowanego książkami Grzegorza Kasdepke?

W.W.: Po zamknięciu produkcji Jeża Jerzego dołączyłem do warszawskiego studia animacji Human Ark i projekt serialu Kacperiada już tam na mnie czekał. Wraz z Kamilem Polakiem przygotowaliśmy zarys serialu dosyć wiernie bazującego na opowiadaniach Grzegorza Kasdepke i przed uruchomieniem produkcji okazało się, że taka wierność oryginałowi literackiemu nie wychodzi filmowej wersji na dobre. Jeszcze w 2011 dostaliśmy szereg uwag od międzynarodowych producentów i dystrybutorów, które wpłynęły na ostateczny kształt serialu. Poszerzyłem świat Kacpra o przyjaciół (Ada) i przeciwników (Eryk), dodałem zabawne zwierzaki – przy okazji czyniąc z mamy Kacpra psychologa zwierzęcego. Stworzyłem film w filmie – ulubiony serial Kacpra o głupkowatym Muchomścicielu, którego pięknie narysował Tomek Leśniak. W 2012 roku napisałem i wyreżyserowałem odcinek pilotowy pt. Najlepiej być sobą. Formuła sprawdziła się, ponieważ odcinek wygrał kilka nagród w Polsce i za granicą, w tym takich, które przyznaje publiczność dziecięca. Do produkcji dołączyli Rafał Skarżycki i Krzysiek Gureczny, którzy napisali prawie wszystkie scenariusze do odcinków pierwszego i drugiego sezonu. Serial zachowuje ducha książkowego oryginału – nadal jest to opowieść o silnej relacji jedynaka z nieco postrzelonym ojcem, choć na poziomie fabularnym są duże różnice. Książki są pisane z perspektywy taty, a filmy opowiadane z perspektywy dziecka. Lubimy myśleć o serialu jako oryginalnym dopełnieniu wątków znanych z opowiadań.

R.S.: Pomysł zrealizowania Kacperiady narodził się w studiu Human Ark i był tam rozwijany przez jakiś czas. Kiedy zbliżał się moment rozpoczęcia produkcji, zostałem zaproszony do tego projektu w charakterze scenarzysty – z czego z przyjemnością skorzystałem. To dla mnie bardzo szczególna książka – z Grzegorzem Kasdepke znamy się od ponad dwudziestu lat, był pierwszym wydawcą Jeża Jerzego („Jeż Jerzy dla dzieci”), znałem Kacpra (syn Grześka, pierwowzór postaci z opowiadań).

Jak długo trwały prace nad animacją? Co stanowiło dla Was największe wyzwanie?

W.W.: Przy każdej produkcji animowanej najdłużej trwają prace przygotowawcze. I jest to całkowicie normalne. Produkcja filmu, ze względu na swoją złożoność, ulega wpływom większej liczby decydentów i wymaga zaangażowania znacznych środków finansowych. Nikt w dzisiejszych czasach nie zaczyna czasochłonnej i kosztownej produkcji bez scenariusza, który nie przeszedłby serii konsultacji, najlepiej przez międzynarodowych ekspertów. Dla wszystkich pięciu reżyserów Kacperiady realizacja serialu była nowością. Musieliśmy nakreślić naszą wspólną wizję na całość, żeby poszczególne odcinki były ze sobą spójne. Sporo czasu zajął nam wybór formatu – pierwotnie odcinki planowane były na 11 minut każdy, ale zauważyliśmy, że dzieci znacznie bardziej lubią krótsze historie. Kilkakrotnie podchodziliśmy do warstwy plastycznej – poszukiwaliśmy kompromisu między atrakcyjnymi obrazkami i tempem ich tworzenia. Dodatkowo każdy z nas musiał dzielić obowiązki przy Kacperiadzie z realizacją filmów reklamowych, które dla studia Human Ark stanowią główne źródło utrzymania. Dopiero pod koniec 2015 prace ruszyły pełną parą, a pierwszy sezon skończyliśmy pod koniec 2016.

R.S.: Największym problemem, wynikającym jednocześnie z największej zalety książkowej Kacperiady, była literackość pierwowzoru. Pisząc filmową adaptację trzeba było znaleźć filmowy język dla tej opowieści, co wiązało się z wieloma zmianami w fabułach i konstrukcji bohaterów.

Wymieniając Wasze nazwiska, a także pozostałych twórców Kacperiady z Human Ark trudno nie pomyśleć o Jeżu Jerzym. Ten projekt – komiks i animacja przedarła się do masowej świadomości i kojarzą je nawet ci, którzy nie interesują się szczególnie komiksem. Jak wspominacie pracę nad Jerzym?

W.W.: To było jedno z najważniejszych i najbardziej wyzwalających doświadczeń w moim życiu. Współtworzyłem film, który był inny niż wszystko, co zrobiłem przedtem: pełny metraż, dialogi, nie mój scenariusz, ostra satyra, czysta zabawa. Warunki, w jakich powstawał Jeż Jerzy i atmosfera pracy to temat na osobną książkę. Mam ogromny przywilej pracować do dziś z większością ekipy „Jeża”, nasza przyjaźń i wymiana energii trwa już dziesięć lat. To idealne warunki do tworzenia filmów. Chłopaki rozbudzili też we mnie chęć zmierzenia się z własną, dużą powieścią graficzną. Po ośmiu latach rysowania Pan Żarówka wkrótce zostanie wydany przez Kulturę Gniewu.

R.S.: Jeż Jerzy w porównaniu do Kacperiady, to była wariacka jazda bez trzymanki. Wszyscy wtedy uczyliśmy się robić film  – przy czym nie mieliśmy czasu na poprawianie błędów. Był to bardzo gorący i niezwykle ciekawy czas – cieszę się jednak, że obecnie możemy pracować w bardziej profesjonalny sposób.

Czy Kacperiada może być dla dzieciaków tym, czym Jeż Jerzy dla starszego pokolenia? Czy mieliście takie ambicje pracując nad serialem animowanym dla dzieci?

R.S.: Pisząc scenariusze Kacperiady, pracując nad adaptacją opowiadań, chciałem przede wszystkim stworzyć ciekawe i wartościowe opowieści, które nie zdradzą ducha oryginalnych opowiadań Grzegorza Kasdepke. Ta świadomość tworzyła wystraczającą presję –  nie utrudniałem sobie zadania zastanawiając się nad ewentualną pokoleniową rolą serialu.

W.W.: Takie porównanie nie przyszło nam do głowy. Chcieliśmy po prostu zrobić serial dla dzieci, który z jednej strony będzie nieco staromodny, klasyczny – bo zawierający przekaz i nie krzywdzący dzieci, a z drugiej taki, który będzie się podobał nam. Dobrze się bawiliśmy przy jego realizacji i było to dla nas coś świeżego. Kacperiada jest obyczajową opowieścią, która ma szansę być lubiana za swoją lekkość, stojąc w kontrze do wielu współczesnych seriali animowanych, które drapieżnie atakują wszystkie bodźce widzów i nie biorą jeńców, wywołując u dzieciaków rozdrażnienie i zakłopotanie zamiast odpowiedzi. Nie ma tam szaleństwa znanego z Jeża Jerzego– aczkolwiek sekwencje z Muchomścicielem mają potencjał „kultowości”. Być może osobny serial wyłącznie z tym bohaterem miałby szansę zostać Jerzym dla dzieciaków.

Jak z Waszej perspektywy wygląda dziś rynek komiksu w Polsce? Czy jest miejsce na nowe pomysły i świeżą krew?

W.W.: Zeszły rok w polskim komiksie był udany. Pośród wielu, może zbyt wielu, bardzo średnich tytułów kilka z nich było naprawdę w porządku. Ale polscy twórcy mają jeszcze pole do rozwoju. Wierzę, że jest jeszcze miejsce na uniwersalne, odklejone od polskiego grajdoła historie i na rozbudowane, czerpiące z filmu wielowątkowe struktury scenariuszowe.

R.S.: Rynek wyraźnie się ustabilizował – jest kilka wiodących wydawnictw, które decydują o obliczu rynku, regularnie ukazują się serie i pojedyncze albumy Polaków, mamy szeroką ofertę zagranicznych autorów. Pod względem przekroju wydawniczego naprawdę wygląda to dobrze – i tak, jest cały czas miejsce dla nowych autorów, dla nowych postaci i komiksów. Ten rynek żyje. Jedyne, czego mogłoby być więcej, to czytelników. Nadal w porównaniu do rynku książki, komiks jest dziedziną niszową (chociaż jest już niszą, o której mówi się w głównym nurcie kultury – nie branżowe media piszą o komiksach, regularnie recenzują nowości).

Zazwyczaj największa sympatia przypada głównemu bohaterowi. Czy macie swoich faworytów w Kacperiadzie?

R.S.: Perspektywa scenarzysty bywa czasem zupełnie inna, niż widza – mnie się najlepiej pisało Muchomściciela i Eryka. W pierwszym podobała mi się prostota postaci i możliwość celowego pisania wbrew regułom dramaturgicznym (np. poprzez deklaratywne dialogi), w drugim czający się w tej postaci mrok – Eryk ma wszelkie zadatki na to, żeby wyrosnąć na superłotra.

W.W.: W głównym wątku Kacperiady bardzo lubię Eryka i jego mamę – idiotów wspaniale się pisze i animuje, a potem ogląda. Uwielbiam cały świat Muchomściciela, który zasługuje na spin-off. Warto tu dodać, że wszystkie głosy w uniwersum Muchomściciela są dziełem jednego aktora – Grzegorza Pawlaka.

Jaką wartość wnosi „Kacperiada” na polski rynek animacji dla dzieci?

W.W.:  Polska animacja dla dzieci od kilku lat ożywa po wielu chudych i smutnych latach prowizorki. Wierzymy, że zrobiliśmy coś mądrego i przyjemnego, co nie zestarzeje się zbyt szybko …

R.S.: … i że wyszedł nam serial, który daje dzieciakom i rodzicom nie tylko rozrywkę, ale trochę podpowiada jak radzić sobie z problemami, z którymi stykają się 6-9 latkowie.

W.W.: Kacperiadę stworzyli jedni z najlepszych polskich twórców filmu animowanego i komiksu, obsada aktorska wymiata, a muzyka Szymona Wysockiego jest wyjątkowa i uzależniająca. Nieskromnie powiem, że zakup DVD z Kacperiadą jest jedną z lepszych inwestycji na lata, jaką można dziś zrobić ☺

Zdradźcie, nad czym obecnie pracujecie.

W.W.: Kuba Tarkowski pracuje nad storyboardami do drugiego sezonu Kacperiady, bardzo chcemy zrobić dalszy ciąg. Ja, po ukończeniu prac nad „Panem Żarówką”, mogę się całkowicie poświęcić reżyserii adaptacji komiksów Tadka Baranowskiego. „Podróż smokiem Diplodokiem” , które rozwijamy od kilku lat, w ekipie bardzo zbliżonej do ekipy Jeża Jerzego i Kacperiady. Liczymy na to, że po wielu latach przygotowań właściwa produkcja filmu ruszy w tym roku. Oprócz tego myślę o osobnym serialu o Muchomścicielu, swoim kolejnym krótkim filmie animowanym i dwóch powieściach graficznych, ale to wszystko ciągle w fazie planowania.

R.S.: W tej chwili pracuję nad dwiema książkami dla dzieci (jedna z nich to siódma część serii Hej, Jędrek!) i dwoma scenariuszami pełnometrażowych fabuł filmowych, są też spore szanse, że zajmę się jeszcze w tym roku kolejnym serialem. Regularnie tworzę z Tomkiem Leśniakiem paski  komiksowe Polska Mistrzem Polski,  szykujemy też w tym roku pewną niespodziankę związaną z Jeżem Jerzym.

Serial Kacperiada dostępny na DVD



blog comments powered by Disqus